sobota, 05 maja 2012
Krótkie info księżycowe
Dzisiaj mamy największy Księżyc od lat. Jest najbliżej Ziemi w pełni i widzimy dzięki temu ten piękny, pyzaty obiekt w całej, świetlistej krasie. Zagląda mi w okna i świeci jak lampa. Uwielbiam patrzeć na Księżyc, tak jak inni lubią patrzeć w ogień, albo na morskie fale. To ten sam rodzaj zamyślenia. I zatracenia. Spójrzcie w okna :) Mamy właśnie największe 100% Księżyca. Mnie urzekł szczególnie widok Księżyca sprzed 85 mln lat, który miałam okazję podziwiać w serialu Terra Nova, chociaż serial sam w sobie specjalnie do podziwiania nie jest :) I nie mogę nigdzie znaleźć fotki z tej sceny. Olbrzym, zasłaniający prawie całe niebo nad głową. To dopiero był widok. I tylko dinozaury mogły go podziwiać :) Ale my tez mamy piękny!
Dialog księżycowy z Kaciem: Ja: Ale piękny księżyc, idę zrobić zdjęcie. K: Z profilu? Ja: Z balkonu.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Szkody parkingowe
Tak z definicji to właściwie drobne stłuczki. Otarcia lakieru, małe "bum" przy cofaniu, czasem stłuczona osłona reflektora, czy lusterko. No i te denerwujące wgniecenia w drzwiach, kiedy kierowca z samochodu obok zbyt zamaszyście otwiera drzwi. Często niestety rzecz odbywa się pod naszą nieobecność i próżno szukać winnego. Jednak nasz parking "pracowy" to miejsce szczególne, można powiedzieć "magiczne" :) Bowiem tutaj szkody parkingowe dzieją się same, bez niczyjego udziału, tak "bo tak". Pozostawione same sobie pojazdy, znudzone czczym oczekiwaniem na podróż, ruszają przed siebie i toczą się dopóki nie napotkają na swojej drodze jakiejś solidnej przeszkody w postaci murku, czy innego pojazdu. I nie żeby jakaś szczególnie stroma górka to była. Tak na oko to parking jest płaski jak patelnia. Gdyby nie samo jeżdżące pojazdy w ogóle nikt by się nie domyślił, że jest jakaś pochyłość. - Pani Dorotko, nie wie pani kto tak idiotycznie zaparkował blokując wejście na schody? - pyta grzecznie ochroniarz, Pan Andrzej. - Pojęcia nie mam, pewnie jakiś klient. A jaki to samochód? - znamy się wszyscy i wiemy kto czym jeździ, z opisu powinnam rozpoznać, czy to swój "nabroił", czy obcy. - A taki srebrny - jak na faceta to pan Andrzej dziwnie zaczyna rozmowę o aucie. Od koloru, zamiast od marki :) A spodziewałam się, że zapoda wszystkie szczegóły, łącznie z pojemnością silnika. - A to nie wiem... - kurde, tu co drugi srebrny. Jakoś nic mnie nie tknęło, no zero niepokoju, dlatego szczęka mi opadła kiedy nadbiegła koleżanka z krzykiem, że chyba auto mi się "przestawiło". Jak to "się przestawiło" ???? Samo??? Niemożliwe. Ja nie mam srebrnego samochodu przecież!!! Ruszyłam na parking, patrzę i oczom nie wierzę, mój samochód rzeczywiście nie wiedzieć czemu ruszył z miejsca, przejechał spory kawałek po łuku!!! dokonując zgrabnego skrętu i zatrzymał się na murku, doznając przy tym sporego uszczerbku na urodzie :( No pięknie, a ja zawsze zostawiam na biegu i z zaciągniętym hamulcem. No szok! Ale to jeszcze nic. Dyrektor zaprzyjaźnionej instytucji, mieszczącej się w tym samym budynku, zostawił auto na tymże parkingu na weekend. Parking był właściwie pusty, na drugim końcu stała tylko służbowa astra mojej koleżanki, która była w tym czasie na urlopie. W poniedziałek rano przychodzimy do pracy, a tu niespodziewanka. Auto dyrektora po dwudniowym staniu w miejscu, nagle w nocy postanowiło wybrać się na przejażdżkę. I zderzyło się z tym jednym, jedynym, biednym, samotnym oplem. No i mieliśmy kolizję dwóch pojazdów bez udziału nawet jednego kierowcy :) Ot, cuda, cuda. Co do szkód parkingowych to muszę jeszcze dodać, że zawsze na tym naszym "magicznym" parkingu nie świeci mi lewy reflektor, co widzę od razu po odpaleniu silnika, bo przód auta odbija się w szybach. Muszę wysiąść, klepnąć w lampkę i staje się jasność :) Dlatego z niecierpliwością czekam na firmową przeprowadzkę, bo ja właściwie o tym chciałam... Mamy wiosnę, idzie nowe i będziemy mieć nową siedzibę. Przeprowadzka w maju :) Będę miała nowe biuro, podobno super, co mnie cieszy. Oby tylko parking był taki całkiem zwyczajny, tak mi się marzy :) Filmik nosi tytuł :"Kobieta za kierownicą" i czuję się w obowiązku wyrazić swoje oburzenie, gdyż uważam że jest tendencyjny i nijak nie oddaje charakteru "kobiecej jazdy". Kobiety za kółkiem są ostrożne, skoncentrowane na drodze, a nie np. na mini spódniczkach przechodzących panienek, mniej denerwujące się, jeżdżą szybciej, ale bezpieczniej i tylko czasami mają problem z kierunkami "lewo", "prawo". Ale nie, że nie rozróżniają. Problem z nazewnictwem li tylko jest :) No i bardzo rzadko zdarza im się jeździć na podwójnym gazie. I przy tej wersji będę się upierać.
piątek, 06 kwietnia 2012
Wielkanocne jaja jaj :)
Jaja robią sobie jaja i galopująco zyskują na wartości na Wielkanoc. Ich cena to temat nr 1 wszystkich serwisów radiowych (bo co jest w tv nie mam pojęcia). Zupełnie jakby ich spożycie przekraczało setkę na głowę i te 20 gr na jaju miało nas doszczętnie zrujnować. Nie wiem, co takiego jest w jajach, że ich cena wzbudza tyle emocji. Pamiętam jeszcze, kiedy moja babcia dawnymi czasy wracała z targu, to zawsze mówiła: "Oni kompletnie powariowali, żeby takie drogie jajka były? Co miesiąc o jeden grosz więcej za tuzin" :) Jednak Wielkanoc nie może zaistnieć bez jaj! Na pisanki, do chrzanu, do wypieków, sałatek, no do wszystkiego. Jajo rządzi to i jajo się ceni :) Ale co tam, raz się żyje ;)
Życzę Wam wszystkim ciepłych, wspaniałych Świąt Wielkiejnocy, wypoczynku, wiosny i radosnych spotkań z rodziną i przyjaciółmi.
Smaczego, drogiego jaja!!!
sobota, 17 marca 2012
Most na rzece Inn...
... czyli Innsbruck. Mam niedaleko, jakieś 800 km. Jednak po co się spieszyć? Kapitalnie wytyczoną trasą wyruszyłam skoro świt, o piątej rano w zeszłą sobotę. Najpierw Warszawa - Okęcie. Potem Monachium, potem autokar i wreszcie uroczy hotel "Szary Niedźwiedź" w centrum Innsbrucka. Jakoś tak około dwudziestej :)) Nie muszę dodawać, że droga powrotna była taka sama, tylko dłużej trwała, bo z Warszawy do domu jechałam około siedmiu godzin - słynne ostatnio korki na trasie do Katowic. Takie są uroki wyjazdów zorganizowanych, na które jedzie grupa ludzi z całej Polski. No to gdzie każdemu najbliżej na miejsce spotkania? Ano podobno w Warszawie :))) Ale co tam trudy podróży, jak jest wesoło, imprezowo, gwarno i sportowo. Narciarze zachwyceni trasami, choć w pierwszy dzień pogoda na Stubai pt.: "Nie widzę, gdzie jadę, ważne że w dół", nie dawała raczej szansy na podziwianie widoków. Za to w kolejne dni aura wymarzona, ciepło, słoneczko, trasy po horyzont, puste wyciągi, brak kolejek, i warunki jak z bajki. No cudo. Kto nie jeździł, też się nie nudził. Zamki, muzea, stary rynek, skocznia Bergisel, fabryka Svarowskiego, pyszna kawa, strudel i sachertorte.Co się napodróżowałam, to moje :) Cesarz to ma klawe życie, nawet daszek nad balkonem musi mieć złoty.
Baranki na rynku.
Koń - gigant, przekornie nazwany Napoleonem :) Dał się obłaskawić.
Fabryka Svarowski'ego. We wnętrzu kryształu. Blondynka w zielonym sweterku to chyba ja :)
Fabryka Svarowski'ego Taniec Dnia z Nocą - czaszkę z tyłu słoneczka widać tylko na zdjęciu ;)
W mroźne dni nawet góry zakładają moherowy berecik z antenką :)
No i te trasy, ehhh te trasy...
Wszystkie fotki autorstwa guardangel !
A na koniec zagadka - kto widzi serce gór??? :))) Ja zobaczyłam dopiero teraz :)))
piątek, 09 marca 2012
No jak ten kot, czyli 100 lat Kacio!
Tak jakoś się porobiło, że cięgiem notki urodzinowe mi pisać wypadło. Wprawdzie nie wiem, czy to dziś, ale dziś jest ostatni dzień przed czwartkiem, kiedy mogę coś skrobnąć, no to skrobię, bo do czwartku to już się zadzieje. Bo tak, ja jedną nogą już na walizce, czyli w stanie nieoznaczonym, już trochę nie tu, a jeszcze całkiem nie tam. No jak ten kot, jak ten kot. A na ten przykład taki Kacio, no to już całkiem jak ten kot (Schrodingera), w permanentnym stanie nieoznaczonym albowiem: 1. Jeśli dzisiaj ma urodziny, no to niby się już urodził (całkiem niedawno), a jednak jeszcze do północy czas jakiś, no to nie wiadomo - żyw on już, czy jeszcze nie :) 2. Jako nick Katon Najmłodszy żywy to on nie jest, ale przecież nie martwy, nawet powiedziałabym całkiem, całkiem ożywiony :) 3. Nie jest już młody, ale nie jest też stary :) - w końcu Katon on Najmłodszy. No, a przede wszystkim nie wiadomo, w jakim on jest teraz stanie. Wskazującym już? No bo właściwie powinien, a przy piątku to nawet wypada. Ale tak beze mnie? Bez nas? Bez TWA? Eeee, niemożliwe :))) No jak ten kot, jak ten kot! Darek, w dniu urodzin (ewentualnie w czasie okołourodzinowym:) życzę Ci nieustającej fantazji, weny, i żeby Ci się chciało chcieć. Wszystkiego najlepszego! /ciumk siarczysty/ :)
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Często komentowane
Odwiedzane
Oglądane
Panie, kobiety, kobietki
Przydatne
CURRENT MOON |