CURRENT MOON |
Blog > Komentarze do wpisu
Listopadowe... kulki
Toniemy w błocie i strugach deszczu. Nawet piesio niechętnie wyściubia nos z domu. Cóż... listopad jak malowany. Tak szaro i ponuro, że człowiek zapomina, że umie się uśmiechać. I żeby tak całkiem nie zapomnieć, urządziliśmy wczoraj imprezę pracową pt.: "Szkolenie, czyli lecimy w kulki", tzn. po wykwintnym obiedzie: rosołek i schabowy z kapustą, oddaliśmy się bojom turniejowym. Kręgielnia na cztery tory. Drużyny uformowały się spontanicznie, kto gdzie stał, tam się załapał. I poszło jakoś, tzn. poleciało jak kulą w płot. Faceci to mają fory od razu, bo wystarczy że walną w środek, co wcale nie jest takie trudne. Mają po prostu więcej siły i jak już coś przewrócą, to z takim impetem, że nie ma możliwości, żeby to przewrócone coś, nie przewróciło całej reszty cosiów. Poza tym, ponieważ mają więcej siły, to biorą okropecznie ciężkie kule, które przeracają wszystko co mogą, samym swoim ciężarem. Na szczęście napitków nie brakowało, a że faceci mają zazwyczaj też większe pragnienie, jak już się tak namachają tymi ciężkimi kulami, to z każdym wchłoniętym piwem, czy drinkiem, trudniej im trafić w środek. I tu upatruję powód osiągnięcia swoich całkiem nienajgorszych wyników. Raz nawet wygrałam całą rundę. Straty: jeden złamany paznokieć (prawy kciuk), obolały prawy bark i lewa część tyłka oraz niechybny wzrost wagi z powodu nieprzeciętnej wielkości schabowego (swoją drogą niemożliwe że istnieją aż tak duże świnie, ani chybi mutanty) oraz różnych przekąsek i sałatek pochłoniętych nie wiedzieć po co, w ilościach idących w kilogramy. Jednak są też zyski :), dawno się tak nie uśmiałam. A śmiech to zdrowie! Teraz już zima, razem z jej świńskimi i innymi grypami, mi nie straszna. Nie ma szans, żeby mnie powaliła. Nie po takiej ilości śmiechu i wyjałowieniu organizmu trunkami wysokoprocentowymi. Na wszelki wypadek, pod koniec listopada robimy powtórkę. Tym razem na skalę ogólnopolską, w Poznaniu. Absencja, z powodu L4 pracowników tej firmy nie ma racji bytu. Nie ma co się łudzić, w Zarządzie same chytrusy!!! Nawet pochorować nie dadzą. Swoją drogą, ciekawe, czy to nie podpada pod mobbing? środa, 11 listopada 2009, guardangel_d
Komentarze
harry122
2009/11/12 23:20:26
Śmiech to zdrowie, ja śmiechem zwalczyłem wiele przeciwności losu, a optymizmem problemów ze zdrowiem. Teraz też walczę ... uśmiechem :D
2009/11/12 23:39:55
harry122 - mam tak samo z tym optymizmem, pomaga oj pomaga. Jutro będzie mi potrzebna spora dawka, bo czeka mnie ciężkie przeżycie z uszczerbkiem na zdrowiu. A tu jeszcze piątek trzynastego. Trzymaj kciuki o trzynastej. Optymizm swoją drogą, ale jakieś wsparcie też się przyda :)
Gość: Bez dowodów nie ma zbrodni, apn-77-114-101-7.dynamic.gprs.plus.pl
2009/11/15 01:24:10
"ja śmiechem zwalczyłem wiele przeciwności losu" - proszę podać przykład.
2009/11/15 12:59:39
Aniele, tośmy się dobrali z tym śmiechem:) z kręgielni mam podobne spostrzeżenia i wspomnienia:) i pocieszę Cię jeśli chodzi o pogodę, Dania to ma okropną aurę! :)
2009/11/15 23:46:29
bez dowodów nie ma zbrodni - pytanie nie do mnie było, ale to mój blog, więc czuję się w obowiązku... ja się zawsze uśmiecham do ludzi, np. jak prowadzę samochód, albo jestem w sklepie i obsługuje mnie kasjerka o spojrzeniu seryjnego mordercy. Nie masz pojęcia jak to działa. Wszyscy robią się mili, do obrzydliwości mili. Nie chcom, ale muszom!
2009/11/15 23:47:51
Ewcia - źle się dzieje w państwie duńskim? To wracaj w te pędy. Właśnie cieplutko się zrobiło
2009/11/16 20:17:50
tiaa, jak już pozbieram się do kupy, to pewnie będę się cieszyła, póki co jakoś mi tak...
2009/11/16 20:30:48
Ewcia - jesienny dół? Bywa... Teraz mało kto na to nie cierpi. Jednak lepsze to niż świńska grypa :) zażywaj miodek i cytrynkę, a będzie dobrze
Gość: Kulki moje kochane, apn-95-41-138-247.dynamic.gprs.plus.pl
2009/11/21 00:01:04
"kasjerka o spojrzeniu seryjnego mordercy" - hmmm... aż się zrobiłem mokry.
"Nie masz pojęcia jak to działa" - mam, mam :)
Gość: Kulki moje kochane, apn-95-41-138-247.dynamic.gprs.plus.pl
2009/11/21 00:09:52
"jak prowadzę samochód" - przypomniało mi się, jak kiedyś ukradli mi samochód w Gdańsku. Zapewne z uśmiechem na ustach. Przypuszczam, że ukradli go na części, bo to był "Duży Fiat" - ale jeszcze większy rzęch. Wsiadając do tego złomu i ruszając nim "w nieznane" złodzieje ryzykowali własnym życiem.
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. A wiecie po czym poznać wesołego motocyklistę? |